piątek, 9 sierpnia 2013

#20 Zayn Malik

Ty i Zayn byliście już parą od 3 lat. Zawsze mówił że kocha Cię nad życie , zrobiłby dla Ciebie wszystko. Wierzyłaś mu. Wierzyłaś że nie zostawi Cię dla żadnej innej dziewczyny. Że to miłość aż do grobu. Było lato , chłopaki mieli jutro wrócić ze swojej trasy koncertowej. Siedziałaś sama w waszym mieszkaniu przeglądając gazety. Nagle usłyszałaś dzwonek. Nieświadoma tego co się za chwilę zdarzy zeszłaś na dół. Otworzyłaś je i twoim oczom ukazała się młoda dziewczyna z wózkiem w którym siedział mały chłopczyk.
T: Mogę w czymś pomóc ?
Ona: Wiesz myślę że powinnaś wiedzieć. To jest Tom , syn mój i Zayna.
T: Słucham ? Zayn nie mówił że ma dzieci.
O: Cóż sam o tym nie wiedział , ale kiedyś spotykał się ze mną w tajemnicy przed tobą.
Zaprosiłaś ją do salonu , a ona zaczęła opowiadać.
T: Przepraszam , mogłabyś wyjść ?
O: Chcę zaczekać na Zayna.Pora aby wziął odpowiedzialność za dziecko! Sama sobie go nie zrobiłam.
Dziewczyna poszła do łazienki przewinąć synka a ty siedziałaś w szoku. Czyżby jednak Malik Cię zdradzał ? Nie mogłaś w to uwierzyć. Kiedy patrzyłaś jak idzie z nim na rękach bawiąc się , łzy zaczęły spływać po twoich policzkach. Ty i Zayn nie mogliście mieć dzieci. Zaczęłaś z nią dalej rozmawiać , to co opowiadała rozbijało twoje serce na milion kawałeczków. Zauważyłaś że ona zachowuje się w stosunku do swojego synka bardzo oschle. Kiedy on przez przypadek zbił talerzyk o mało go nie uderzyła. W ostatniej chwili zabrałaś Toma od niej.
T: Przecież to jeszcze dziecko ! Nic złego nie zrobił.
O: Uh, okropny bachor.
Kiedy stałaś w kuchni i wyrzucałaś potłuczone szkło usłyszałaś że ktoś otwiera drzwi.
Z: Kochanie niespodzianka , wróciłem dzień wcześniej. O widzę buty mamy jakiś gości?
Byłaś przerażona tym co za chwilę miało nastąpić. Wszedł do salonu. Szybko pobiegłaś tam, zobaczyłaś go stojącego w szoku.
Z: Jenna (jej imię*) co ty tu robisz ? Co to za dziecko ?!
J: To twój syn matole !
Z: Byłaś w ciąży ?
T: A więc to prawda.. jak mogłeś "łzy spływały już po twoich policzkach"
Z: Daj mi to wytłumaczyć !
J: Najpierw porozmawiasz ze mną ! Miałam dość , urwałeś ze mną kontakt a jakiś rok temu. Dlaczego ?
Z: Bo Cię nie kocham !
Jenna i Zayn zaczęli się kłócić. Nie chcąc by dziecko było świadkiem tej sceny zabrałaś chłopca na górę do waszej sypialni. Kiedy spojrzałaś na wasze wspólne zdjęcia , czułaś ukłucie w sercu. Jednak nie ma faceta idealnego. Każdy prędzej czy później Cię zdradzi. Posadziłaś Toma na dywanie , wyciągnęłaś walizkę i zaczęłaś pakować swoje rzeczy. Nie miałaś zamiaru mieszkać w tym samym domu co ten kłamca. Jakieś 20 minut później słychać było uderzenie drzwiami oraz tupot stóp które szły po schodach. Do pokoju wszedł Zayn. Kiedy zobaczył Ciebie zapinającą bagaż podbiegł i wyrwał Ci go z rąk , wkładając do szafy którą zamknął na klucz. Próbowałaś mu ją wyrwać , ale był silniejszy.
T: Oddaj mi to ! Zayn do cholery !
Z: Posłuchaj mnie ! Nie kocham jej , tylko Ciebie !
T: Macie razem dziecko , zdradziłeś mnie ! "waliłaś pięściami w jego klatę"
Z: Wybacz mi.
T: Zrujnowałeś naszą miłość "wybiegłaś z domu"
Malik nie pobiegł za tobą ponieważ Tom zaczął strasznie płakać. Został sam z małym dzieckiem. Ty usiadłaś na ławce i znów zaczęłaś płakać. Wiedziałaś że już nic nie będzie tak jak wcześniej.

Minął miesiąc , nie masz kontaktu z Zaynem ale wiesz że dzielnie opiekuje się synem. Pomagają mu w tym chłopaki z 1D oraz Danielle i Eleanor. Codziennie zasypywał Cię telefonami , smsami oraz różnymi prezentami typu kwiaty czy czekoladki. Matka chłopca wyjechała z kraju i słuch po niej zaginął. Przez ten miesiąc nie było dnia żebyś nie myślała o nim. Kochałaś go i chciałaś wrócić. Kiedy szłaś przez park zauważyłaś Zayna z wózkiem. Świetnie się dogadywał z małym Tomem. No cóż , wiedziałaś że zostanie ojcem to jego wielkie marzenie. Nie chciałaś obok nich przechodzić i psuć tego szczęścia , ale to była jedyna droga do twojego domu. Wysunęłaś się zza zakrętu i niepewnym krokiem ruszyłaś przed siebie. Miałaś na sobie duże okulary przeciwsłoneczne , liczyłaś że Cię nie pozna. Niestety usłyszałaś już jego głos wołający twoje imię.
Z: [t.i] zaczekaj ! Och wiem że to ty , nie masz co się ukrywać. Porozmawiajmy !
T: Czego chcesz Zayn ? Nie dość mnie już zraniłeś ?
Z: Przecież wiesz że kocham Cię jak wariat , zrobiłbym dla Ciebie wszystko.
T: Myślisz że zapomnę o tamtym dniu kiedy dowiedziałam że mnie zdradziłeś ? Nie , on powraca do mnie każdej nocy , przemieniając się w senny koszmar. Nadal Cię kocham ,ale zaufania nie kupisz, Zayn. A ty moje straciłeś w 100%
Z: Myślisz że ja nie wracam do naszych wspólnych chwil ? Jesteś najlepszym co mnie spotkało , ona to totalne nieporozumienie . Wróć do mnie ! Potrzebuję Cię ! My Cię potrzebujemy ! "wskazał na Toma"
Popatrzyłaś na chłopczyka i zaszkliły Ci się oczy. W pewnym momencie powiedział do Ciebie "mama" wyciągając rączki w twoim kierunku. Wzięłaś go na ręce i moco przytuliłaś szepcząc "Kocham Cię". Zayn widząc tą sytuację też się rozpłakał , podszedł i przytulił was mocno.
Z: Każdego dnia pokazywałem mu twoje zdjęcia i mówiłem że jesteś jego matką.
T: Postaram się dać Ci drugą szansę , nie zepsuj tego.
Z: Obiecuję , zobaczysz będziemy najszczęśliwszą rodziną na świecie "pocałował Cię w czoło"

Od tamtego czasu staracie się poprawić wasze relacje , układa wam się wspaniale. Mimo iż w każdym związku zdarzają się ciemne chmury , zdrada, to wiedz że jeżeli kochasz kogoś całym sercem , a on Ciebie to warto wybaczyć aby ujrzeć słońce i pełnię szczęścia

#19 Louis Tomlinson czy Harry Styles ?


Jak co wieczór czekałaś na Louisa, wiedziałaś że przyjdzie do ciebie na noc twoi rodzice lubili go i szanowali ty kochałaś go bardzo. Gdy ktoś zapukał do drzwi pobiegłaś pędem je otworzyć. Gdy widziałaś Lou robiłaś się od razu weselsza. Było tak jak zawsze. Lou przywitał się z twoimi rodzicami, i od razu poszliście do góry do ciebie do pokoju .
L - I co mamy dziś w planach .
T - Może pójdziemy na imprezę
L - Okej
Gdy wyszliśmy z domu spotkaliśmy mojego byłego chłopaka Harrego . Poszedł z nami i ze swoja nowa dziewczyną na tą dyskotekę a bawiliśmy się wspaniale . Prawdę mówiąc czułam coś jeszcze do Harrego  , a zerwaliśmy przez jego rodziców ponieważ zmusili go do tego ale, zostaliśmy przyjaciółmi . Zaczęła się wolna piosenka Lou zaprosił Danile dziewczyną Harrego do tańca od razu się na to zgodziła . Poczułam się trochę  o nią zazdrosna . Moje myśli zerwał Harry pytając mnie czy z nim zatańczę .
H- Zatańczysz ze mną
T - Jaaa....sne.  Czemu nie w końcu jesteśmy przyjaciółmi
H- No właśnie
I nagle Harry porwał mnie na parkiet wirowaliśmy po nim do pięknej piosenki . Gdy piosenka się skończyła poczułam to co czułam przy naszym pierwszym pocałunku . Chyba się w nim zakochałam .  I co ja mam teraz zrobić pomyślałam co powiem Louisowi . Po miesiącu musiałam na poważnie porozmawiać z Lou, nie wiedziałam co mam mu powiedzieć . Po jego minie zauważyłam że też chce mi powiedzieć coś ważnego . Cóż zaczęłam mówić .
T - Lou musimy pogadać  na  pewien temat .
L- Też mam do ciebie sprawę
T - No to zacznij
L- Musimy no wiesz zerwać jest mi bardzo ciężko ale zakochałem się wtedy na imprezie w Daniele . Przepraszam
T - Ja tez do tego dążyłam ja znowu zakochałam się w Harrym i co teraz zrobimy .
L- Rozmawiałem z Daniele powiedziała że dziś zrywa z Harrym .
T -Czyli to koniec .
L - Tak .
T-Ale możemy zostać przyjaciółmi
L- Oczywiście .
Mówiąc to pocałował mnie w policzek, tez to odwzajemniłam . Gdy Louis wyszedł z domu prędko pobiegłam do Harrego, kiedy otworzył mi drzwi był załamany . Spytałam go .
T - Harry co się stało
H - Daniele odeszła ode mnie bo kocha Louisa  .
T- Tak mi przykro ale mam do ciebie sprawę możemy porozmawiać
H - Oczywiście .
Poszliśmy do pokoju Harrego, jego rodziców nie było w domu . Zamkną drzwi z pokoju i usiadł na łóżko .
H - O czym chciałaś porozmawiać .
T - Pamiętasz jak w sobotę byliśmy na imprezie i razem tańczyliśmy .
H- Tak a co .
T - Harry zrozum znowu się w tobie zakochałam .
H - Ja nie wieże ja też znowu się w tobie zakochałem ale myślałem że będziesz cierpieć po utracie Louisa .
T - Powiedziałam Louisowi że dalej kocham ciebie i nie mogę bez ciebie żyć zrozumiał, ale ta decyzja należy teraz tylko do ciebie .
H- Kocham Cię , zawsze Cię Kochałem i nigdy nie przestałem .
T - Jak się cieszę że cię mam
H- Więc możemy... być znowu parą . I niech moi rodzice mówią co chcą . Mam to gdzieś .
T - Naprawdę znowu dajmy sobie szansę . Kocham Cię Nad Życie .
Mówiąc to Harry zbliżył się do mnie   i zaczął mnie całować . Od tej pory minął już rok , i dalej jesteśmy razem w końcu  zrozumieliśmy że nie umiemy bez siebie żyć . Rodzice Harrgo zaakceptowali mnie i nam pomagali , myślę że mnie polubili... w końcu . Okazało się że Lou i Daniele są dla siebie przeznaczeni . I od tej pory czasem chodzimy na podwójne randki . Jest mi bardzo dobrze z Harrym , w tej chwili jesteśmy nie rozłączni ...

#18 Niall Horan

- Mam nadzieję że będzie ci smakować! - podała mu kawałek ciasta, chodź wiedziała że nienawidzi wiśni.
- Przemalowałem salon. – zdjął swoje ręce z jej oczu i pokazał efekt, chodź wiedział że nie znosi koloru zielonego.
-Pyszne. - dodał, wykrzywiając się i usiłując zjeść placek.
- Jest idealnie! - zaśmiała się, starając jak najmniej spoglądać na ściany pokoju.

Dwoje zupełnie innych ludzi. On blondyn, ona brunetka. Wysoki i niska, szalona i spokojny. Uwielbiał ciszę, ona hałas. Na pozór mogłoby wydawać się że nic ich nie łączy. Jednak wewnątrz była łącząca ich więź, zwana potocznie miłością.

- Mamo, tato jak to tak właściwie jest z tą miłością. Wszyscy mówią że to coś pięknego, niezwykłego. To prawda? – zapytał 15-letni Greg, spoglądając na oboje rodziców.
- Przekonasz się, gdy będziesz zakochany. – odparł Niall obejmując swoją żonę w pasie i całując w policzek.
- Widzisz kochanie, miłość to nie zawsze same dobre rzeczy. Czasem to także smutek, tęsknota i żal. Jednak jest to najpiękniejsze uczucie, które doświadczamy w swoim życiu. - odpowiedziała z uśmiechem. Tak, uwielbiał jej uśmiech. Uwielbiał w jej wszystko.
- Jak to, jeszcze nigdy nie słyszałem abyście się kłócili. – odparł ich zdziwiony syn. – Wasza miłość jest wyjątkowa. – dodał, na co cała trójka wybuchła śmiechem.

Mijały lata, uczucie nie gasło. Wręcz przeciwnie rosło ono jedynie w sile. Dwaj staruszkowie spacerowali parkiem trzymając się za ręce. Jak zwykle usiłowali się o coś przekomarzać. Po prostu mieli to w zwyczaju. Za chwilkę usłyszeli głosy swoich dwóch rozkrzyczanych wnuków. Usiedli na ławce, ciesząc się szczęściem które ich otaczało.

Spienione fale odbijały się o brzeg, cicho szumiąc. Pomimo iż nie cierpiała wody, nakazał pochować ją właśnie niedaleko morza. Siedział przed jej nagrobkiem i grał na gitarze, zresztą jak co dzień od kiedy zmarła. Nie przepadała za tą piosenką, jednak on od roku nie zagrał niczego innego. Był pewien, że patrzy na niego z góry i cicho się śmieje. Wyciągnął z kieszeni pogięte i wyblakłe zdjęcie. Mieli na nim nie więcej jak 18 lat. Wtedy właśnie wszystko się zaczęło. Miłość której nikt i nic nie było w stanie zniszczyć.

#17 Liam Payne

Brunet po raz kolejny przekroczył próg budynku wykonanego z czerwonej cegły. Nie należał on do najmłodszych, lecz miał w sobie ten urok który mógł przyciągnąć nieznajomego. Jednak dla chłopaka nie było ważne jak on wygląda, lecz osoba która się w nim znajdowała.

- Witaj Liam. – odrzekła dziewczyna siedząca na parapecie. Nie odwróciła się nawet na chwilę w jego stronę. W końcu nie musiała. I tak wiedziała że to właśnie on.
- Dzień dobry słońce, jak się czujesz? – podszedł bliżej, całując ukochaną w czoło.
- Zadajesz to samo pytanie od roku. Nie nudzi ci się to już?– uśmiechnęła się lekko, a na policzkach pojawiły się dwa dołeczki.
- Nie, jeżeli zadaję je odpowiedniej osobie. – usiadł na drugim końcu parapetu, przyglądając się jej twarzy. Długie blond włosy opadały na szczupłe ramiona. Wąskie usta dawno nie miały na sobie warstwy szminki. Nie potrzebowała makijażu. Dla niego zawsze była najpiękniejsza.

Jednego dnia masz wszystko. Czujesz, że to twój czas. I nagle nadchodzi zło, smutek, płacz.. kolejny dzień.

-Kocham cię. –szepnęła czując jego delikatny dotyk na swojej dłoni. – Nawet nie wiesz jak bardzo.
- Owszem skarbie. Bo ja zawsze będę kochał cię mocniej.
- Jesteś piękny. – dotknęła jego policzka, czując szorstkość spowodowaną kilkudniowym zarostem.
- Skąd wiesz?
- Po prostu to czuję. – na jej twarzy znowu zawitał uśmiech.

Patrzysz na świat przez różowe okulary. Wszystko jest piękne. Jesteś szczęśliwy. Do czasu, gdy nie nadejdzie ktoś kto zdejmie je z twych oczu i rzucając na ziemię po prostu zniszczy. Wtedy pozostanie mrok, ciemność i samotność. Z tym także trzeba nauczyć się żyć.

- Cieszę się. – dodał wesoły odgarniając włosy opadające na jej twarz.
- Dlaczego?
- Bo mam ciebie. Niczego więcej mi nie potrzeba. – słysząc te słowa wtuliła się w ukochanego. Czuła się przy nim bezpiecznie. Po raz pierwszy od dawna zaznała spokoju.

- Muszę iść. Żegnaj kochanie. – chciał pocałować jej policzek, lecz przekręciła głowę. – Co się dzieje? – zapytał zatroskany.
- Dlaczego ty to robisz? – zauważył, że zaczyna płakać. – Dlaczego dajesz mi nadzieję.
- Kocham cię. Przecież wiesz.
- Daj spokój. Jak mogłeś zakochać się w ślepej dziewczynie. Nie lepiej było znaleźć sobie jakąś normalną? – znów wtuliła się w jego klatkę piersiową, oddychając głęboko.
- Dla mnie jesteś wyjątkowa i niepowtarzalna. Nie zostawię cię, pamiętaj o tym. – musnął jej usta po czym wyszedł lekko zamykając drzwi. – Do jutra kochanie.
- Tak, do jutra.

Została sama. Znowu. Oparła głowę o ścianę coraz bardziej oddając się łzom. Odwróciła się w stronę szyby. Wiedziała, że właśnie idzie po ziemi usypanej jesiennymi liśćmi. Podśpiewywał sobie pod nosem, trzymając ręce w kieszeniach. Mówił, że uwielbia tak robić. I choć nigdy go nie widziała, był dla niej najważniejszym człowiekiem na ziemi.

środa, 7 sierpnia 2013

#16 Larry Stylinson +18 cz.2/2

Kiedy odchodzi najbliższa ci osoba, nie przyjmujesz tego dobrze. Starasz się nie myśleć, jak bardzo to boli, jak wiele razem przeżyliście. Łączące was wspomnienia przecież nie zniknął, więc po co się starać? Niektórzy po prostu płaczą. Nie ukrywają łez. Są smutni i zranieni, więc płaczą. Tak po prostu. Dają upust emocją. Inni – tak jak Harry – duszą to w sobie. Nagle znaleźli się w jakimś letargu, z którego nie mogą się obudzić. Cały świat się zmienia. Ludzie też. Nikt i nic już nie jest takie samo. Przynajmniej w oczach tych osób. To one się zmieniły. Ich podejście do życia uległo zmianie. Nie obchodzi ich, co się dzieje, jaki jest dzień, miesiąc, rok…

Liam jako słynny daddy direction starał się nie okazywać bólu, ale Harry tak nie umiał. On nie był tak silny jak jego przyjaciel. Strata Lou była zbyt bolesna, by mógł wrócić do poprzedniego trybu życia, jaki prowadził. Nie umiał odpuścić. Zwłaszcza po tym, jak otworzył to pudełeczko. Rzeczy w tym pudełku były poniekąd jego ostatnią prośbą do chłopka o kręconych włosach. Nie mógł przecież poddać się. Jakby to wyglądało w obecnej sytuacji? Louis zostawił mu pudełeczko i gdyby nie przejrzał tych rzeczy dokładnie, wyszedłby na tchórza, który nie umie zmagać się z problemami, jakie postawia przed nim los.

Harry podniósł z kolana drżącą rękę i niepewnie przejechał ręką po rzeczach, znajdujących się w pudełeczku. Pierwszy raz tego dnia poczuł się tak, jakby Louis był z nim. Jakby nigdy go nie zostawił. Może teraz dowie się, czemu jego ukochany tak nagle odszedł? Może odnajdzie odpowiedzi na inne pytania, których nie umiał zadać mu prosto w twarz? Może…

Uśmiechnął się, gdy wyjął pierwszą rzecz. Było to zdjęcie – ich wspólne. Zrobiła go mama lokowatego. Tak, to musiała być ona. Harry dokładnie pamiętał ten dzień. Było to dla niego, jakby wydarzyło się wczoraj. Louis przyjechał do niego, do Holmes Chapel, na wakacje. Na zdjęciu było widać, jak stoją przed bungalow: Harry cały mokry, a Lou z wielkim uśmiechem na ustach. Szatyn trzymał w rękach wiadro, dowód zbrodni, jaką było wylanie wody na młodszego kolegę. Obojgu świeciły się oczy. Wyglądali na tym zdjęciu na takich szczęśliwych. Anne pobiegła po aparat, ale wcześniej kazała im stanąć i się nie ruszać, by mogła zrobić im zdjęcie. Gdy tylko błysnął flesz, zaśmiała się dźwięcznie. Kochała ich obu i widziała, że oni czują do siebie coś więcej. Nie przeszkadzało jej to. Wręcz przeciwnie – starała się subtelnie dać do zrozumienia własnemu synowi, by uczynił ten pierwszy krok. Harry przez to czasami miał wrażenie, iż wiedziała o wiele więcej niż mówiła. Nie tylko jeśli chodzi o uczucia.

Harry odwrócił zdjęcie. Tak z czystej ciekawości. Nie sądził, że znajdzie tam jakiś dopisek od Lou. Jego serce przyspieszyło, gdy rozpoznał charakter pisma szatyna. Było lekko przechylone na prawo. Dość zgrabne, ale jednocześnie tak niepewne i nieśmiałe. Widać było, że przy ostatnich kilku słowach zawahał się, ponieważ kreska, którą nakreślił piórem – jak przypuszczał Harry – była delikatniejsza, a litery nieznacznie zafalowały.

„Spadając powoli, nucę naszą melodię. Teraz ty ją dokończ za mnie…”

Serce Harry’ego się ścisnęło, a łzy napłynęły do oczu. To był fragment piosenki, którą Lou śpiewał mu jako kołysankę na dobranoc. Robił to zawsze, gdy jego młodszy przyjaciel nie mógł zasnąć. Przywołało to wspomnienia, tak piękne, że chłopiec nie mógł wytrzymać. Rozpłakał się, a krople symbolizujące jego przywiązanie i miłość, zmoczyły zdjęcie. Przetarł je, starając się powstrzymać płacz.

Harry był jedną z tych osób, które nie umieją ukrywać uczuć. Mogą je w sobie dusić, ale i tak każdy widzi, co dzieje się w jego wielkim serduszku, które niegdyś przepełnione było nadzieją i marzeniami. Teraz znajdował się tam tylko smutek i żal oraz gorycz po stracie ukochanej osoby.  Reszta zespołu nie mogła uwierzyć, że tak się zmienił. Dla nich to też była ogromna strata w postaci przyjaciela, ale nie wiedzieli, ile Louis znaczył dla najmłodszego członka One Direction. Nie umieli go zrozumieć czy pomóc mu.

Chłopak z burzą kręconych włosów podniósł dłoń, by jej wierzchem wytrzeć mokre oczy, które zrobiły się nienaturalnie szklane i zamglone. Wyglądał jak w transie. Porcelanowe policzki przybrały soczysty czerwony kolor, a usta stały się sine. Nos miał mokry, ale tylko nieznacznie zaróżowiony. Widać było, jak przy każdym ruchu drżał. Pudełeczko stało niestabilnie na jego szczupłych kolanach. Wziął kilka głębokich oddechów, zanim sięgnął po kolejną rzecz.

Czarny aksamitny woreczek. Przewiązany był złotą wstążeczką, która dodawała mu elegancji i tajemniczości. Przyczepiono do niego kartkę samoprzylepną białego koloru. Harry ponownie rozpoznał charakter pisma, którego litery zaczęły tańczyć przed jego oczami. To już powoli było za wiele. A to przecież był dopiero początek.

„Nie otwieraj jeszcze. Poczekaj aż sam ci pozwolę. Kocham cię.”

- Sam ci pozwolę? – przeczytał na głos z niedowierzeniem. Jak mógł, skoro nie żył? – Co ty wymyśliłeś, idioto?

Tak bardzo chciał zobaczyć, co jest w środku, ale pisząc to, szatyn wiedział, że Harry tego nie zrobi. On zawsze słuchał się starszego przyjaciela. Nie umiał mu odmówić pod żadnym względem. Gdyby kazał mu skoczyć w ogień, zrobiłby to. Bez wahania.

W pudełeczku została ostatnia rzecz – koperta. Wyjął ją drżącymi dłońmi, nie wiedząc, czego ma się spodziewać. Louis był… specyficzny. Zawsze musiał robić rzeczy inaczej niż inni. Jeśli wszyscy siedzieli, on stał. Rozbawiał ludzi swoim podejściem do wszystkiego, ale ostatnio to ucichło i z osoby „dziwnej” zmienił się w „samotnika”. Przestał być tak towarzyski jak kiedyś, wstawał ostatni, bo kładł się spać dopiero nad ranem – nikt nie wiedział czemu, ale wszyscy podejrzewali, że zaczął mieć problemy ze snem. Harry starał się dotrzeć do niego i po spędzonej razem nocy dwa tygodnie temu, wydawało mu się, iż stan Lou polepsza się z każdym dniem. Znów zaczął się śmiać. Nawet z głupot. Ale ten dzień zmienił jego cały pogląd na tę sytuację. Wiedział, że jest za późno i teraz nic nie może zrobić. Żałował tego, że nie przeprowadził z nim szczerej rozmowy, na którą zbierał się od miesiąca, a teraz ta koperta była jedną z ostatnich rzeczy, jaka mu została.

- Płyta? – Zdziwiony wyciągnął krążek. Obrócił go parę razy w dłoni i po raz kolejny dostrzegł dopisek od swojego ukochanego. – „Włącz mnie”?

Chłopak zmarszczył brwi, ale podszedł do odtwarzacza płyt dvd i włączył płytę. Wziął krzesło obrotowe, o które Louis tak bardzo męczył ich, by kupili mu je na urodziny w zeszłym roku. Harry usiadł na nim, po czym przejechał palcami po skórzanych podłokietnikach. „On tu siedział”, pomyślał. Nagle czarny ekran zastąpiła uśmiechnięta twarz Lou. Znajdował się w swoim pokoju, dokładnie w tym miejscu, gdzie Harry teraz. Szatyn pomachał mu, a młodszy chłopak odwzajemnił ten gest mimo, że wiedział, iż jest to tylko nagranie. Przygryzł dolną wargę, gdy usłyszał tak dobrze znany mu głos. Głos, na którego dźwięk czekał tak pozornie krótko, a jednak była to dla niego wieczność. Z uwagą śledził każdy najdrobniejszy szczegół jego przyjaciela i kochanka. Dla Harry’ego wszystko działo się tu i teraz. Mogło to być tylko nagranie, ale on odczuwał je tak, jakby Louis był tuż obok. Jakby mógł go doknąć.

„- Nie spodziewałeś się tego, prawda? Hah. Ja w sumie też nie. Zacząłem zadziwiać sam siebie – mówi Louis.- Kocham cię, Harry. Wiesz to. Teraz juz nie będę mógł ci tego powtarzać w nieskończoność. Będzie mi brakowało naszych poranków. Nikt ci już nie przyniesie śniadania do łóżka i nie ucałuje w policzek na dzień dobry. Bardzo mi przykro. Tak cholernie mi przykro, że cię muszę ranić. Nie ważne co bym zrobił i tak jest źle. Nie mogłem dłużej tego ciągnąć. Byłem szczęśliwy. Tylko przy tobie… Przez te dwa tygodnie… Byłem naprawdę szczęśliwym. Chcę byś mnie takim zapamiętał. Może to dlatego tak postąpiłem a nie inaczej? Nie wiem. Czyż to nie zabawne? Nie wiem. Nie mam bladego pojęcia… Przepraszam. Nie mogę tak. Ugh. Wybacz mi.

Lou zanosi się płaczem. Ma podkrążone oczy, lekko zaczerwieniony nos. Długie rzęsy opadają na jego śnieżnobiałe policzki, po których cieknął łzy. Jego drobne dłonie zaciskają się na kolanach. Znowu ma na sobie tą ulubioną parę czerwonych spodni i koszulkę Harry’ego z logo The Rolling Stones. Na nadgarstku wisi zapięta bransoletka. Dostał ją na początku X Factora od swojego obiektu westchnień na znak przyjaźni.”

Dopiero wtedy Harry dostrzegł jeden drobny szczegół. To nagranie zostało zrobione kilka dni wcześniej. Nie było go w domu, bo pobiegł do sklepu bo paczkę kondomów. Uśmiechnął się delikatnie na to wspomnienie. Od czasu ich pierwszej nocy zaczął zachowywać się jak wiecznie sfrustrowany seksualnie nastolatek – którym bądź co bądź, jednak technicznie rzecz biorąc, był. Tamtego wieczora ciuchy latały po całym domu, ponieważ reszta wyszła na imprezę, a oni zbyli ich, twierdząc, że źle się czują i nie mają ochoty na zabawę. Harry chyba nigdy nie zrozumie, jak mogli im uwierzyć. Kiedy tylko ich przyjaciele opuścili próg mieszkania, oni zaczęli się namiętnie całować i skończyło się na tym, że to on musiał iść. Teraz już wiedział czemu akurat on.

„- Już jest dobrze – mówi, biorąc drżący wdech. – Po prostu to mi się zdarza co jakiś czas, gdy nie ma cię obok. Przy tobie jestem spokojniejszy wiesz? Hmm. Powinienem ci coś powiedzieć… Może najpierw kwestia woreczka? Założę się, że zżera cię ciekawość, co w nim jest. – Uśmiecha się blado. Nagle jego twarz wydaje się jakby starsza. Brakuje mu blasku, ale w oczach czają się iskierki szczęścia. – Otwórz go. Teraz ci pozwalam.”

Harry sięgnął po rzecz, o której mówił Lou. Niepewnie, ale szybko odwiązał wstążkę, po czym wysypał zawartość do lewej dłoni. Jego oczy powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówek. To był pierścionek. Właściwie to wyglądało jak obrączka. Obrączka?!

„- Haha. Pewnie wpadłeś w panikę, co? Nie martw się. Nie chciałem cię poprosić o rękę. Przynajmniej jeszcze nie. Ta obrączka ma być obietnicą. Obietnicą na to, iż będę cię strzegł jak anioł stróż. Nigdy nie chciałem widzieć twoich łez, więc proszę, nie płacz. Mówiłem ci to? Wyglądasz brzydko, gdy płaczesz. – Śmieje się cicho, ale wygląda to, jakby próbował zakryć swój ból. – Łzy ci nie pasują. Ty masz twarz tylko do śmiechu. Tego rodzaju śmiechu, gdy odchylasz głowę do tyłu i zaciskasz mocno oczy. Kocham to. Te nagłe napady niepohamowanego śmiechu, gdy ktoś powie coś nieoczekiwanie. Nawet jeśli to nie jest zabawne. I wtedy… Wtedy pokazują ci się dołeczki w policzkach. Je też kocham. To najpiękniejsze dołeczki, jakie kiedykolwiek ktokolwiek miał. Cały czas o nich myślę. O tym jak bardzo chcę je zobaczyć. Dlatego zawsze staram się, jak tylko mogę, by doprowadzić cię do śmiechu. Zawsze udawałem, że to przychodzi mi naturalnie, ale tak naprawdę nie wiesz jak mi było ciężko, byś choć raz się do mnie uśmiechnął. A teraz mam cię dla siebie. Jesteś mój. Zawsze będziesz, ale ja… Muszę cię zostawić. To coś o wiele bardziej złożonego niż myślisz, Harry. Nie mogę ci powiedzieć całości. Tylko fragment. Jeśli będziesz chciał wiedzieć więcej tylko Simon będzie mógł ci zdradzić całą moją historię. Nie jest ona kolorowa. Nie chcę o niej mówić, bo nie mogę, a poniekąd dlatego… Ja.. Boję się, że mnie znienawidzisz po tym, czego się dowiesz. Nie chcę, by to się stało teraz. W momencie, gdy oglądasz to nagranie. Wszystko zaczęło się…

Nagle Louis przestaje mówić. Drzwi za nim otwierają się wolno. Ktoś wchodzi. Szatyn się zrywa i wyłącza kamerę. Ekran znowu jest czarny.”

Harry zastygł w bezruchu. Kto to był? Widział tylko cień, ale wiedział, że to nie mógł być żaden z chłopaków, bo wszyscy byli na imprezie i to nie mógł być on. Kiedy wrócił nie było kamery na wierzchu, a na pewno by ją zauważył, gdyby wszedł w tamtym momencie. Poza tym. Louis leżał na łóżku, gdy z powrotem przekroczył drzwi jego pokoju. Więc to nie mógł być on. Ale… Jak nie on to kto?

„Przez chwilę słychać szmery i pikanie. Po chwili błyska światełko, widać ponownie smukłą twarz. Widać na niej zmęczenie i smutek. To jeden z tych wyrazów twarzy, gdy człowiek zaczyna się zastanawiać. Stawia pytania. Teraz przychodzi czas na odpowiedzi.

- Przepraszam, że nie dokończyłem – mówi, przeczesując palcami włosy. Wzdycha ciężko i siada na łóżku. – To było… niezapowiedziane spotkanie.”

Harry przyjrzał się dokładnie otoczeniu za plecami Lou. Zmarszczył brwi. Nie znał tych jasnozielonych ścian i szerokich okien z białymi firankami. Czyżby to był hotel? Ten sam, w którym on… umarł. Liam wiedziałby. Przecież był tam. Tylko po co? Czemu akurat on? Nagle w głowie Harry’ego pojawiło się mnóstwo pytań.

„- Pewnie chcesz wiedzieć, kto nam… a właściwie mi przeszkodził. Trochę niezręcznie mi o tym mówić. Nie ode mnie powinieneś się tego dowiedzieć, ale… ona.. twoja mama… ona tu była i to poniekąd przez nią podjąłem taką decyzję. Nie mam już odwrotu, wiesz? Przed chwilą wziąłem garść jakiś tabletek- mówi, śmiejąc się gorzko. Podnosi do ust rękę, w której trzyma butelkę z piwem i bierze dość spory łyk.- Może było ich trochę więcej niż garść… - Zastanawia się chwilę, zawieszając wzrok na kamerze. Nic nie mówi. Na parę minut zalega cisza. Nagle wstaje i kuca przed kamerą, po czym przykłada do niej kciuka, wciąż bacznie wpatrując się w  jeden punkt.”

Harry podniósł głowę tak nagle, jakby go olśniło. To był ich tajny znak. Przełknął głośno ślinę powstrzymując się przed płaczem. Potrząsnął głową i wyciągnął rękę w stronę telewizora. Przyłożył do niego kciuk tak, jak Lou do kamery. To był moment, w którym po raz ostatni mogli się dotknąć. Mogło to nie być prawdziwe, ale Harry czuł, że to jest właściwe. Ta chwila. Ich ostatnia wspólna. Odsunął palec i Louis na ekranie też. Jakby wiedział… Za dobrze go znał.

„Twoja mama była bardzo pomocna i wspierała nas. Chyba jako jedyna. Moja mama nie była zadowolona, gdy dowiedziała się, że jestem gejem, ale nie była wściekła. Twoja natomiast… Harry, kochanie, nawet nie wiesz jakim jesteś szczęściarzem. Jej zależy tylko na twoim dobru. Naprawdę. Nieważne co teraz powiem. – Bierze kolejny oddech, po czym ponownie upija łyk piwa. Jabłkowe. Jego ulubione. – Chodzę do psychologa. A właściwie to chodziłem. Zanim się zeszliśmy… Ja… Ciąłem się. Simon to odkrył i zapisał mnie na wizyty. Na czwartej wizycie tuż po naszej pierwszej nocy dowiedziałem się czegoś. Ten psycholog… Skierował mnie na kilka badań. Rutyna. Okazało się, że mam jakąś chorobę… Nie chcę ci mówić jaką. Może nigdy się tego nie dowiesz. Tak będzie lepiej. Nie przyjąłbyś tego za dobrze. Wiem to. Znam cię lepiej niż ty sam siebie. – Uśmiecha się ciepło. – Jesteś mój. Pamiętaj o tym, ale błagam cię… Nie rujnuj swojej przyszłości. Koncertuj dalej. Śpiewaj. Baw się. Uśmiechaj. Kto wie? Może dołączysz do mnie niedługo? Ale wiesz co? Nie podoba mi się ten pomysł. Masz żyć jak najdłużej. Będziesz żył sto lat albo więcej. Dobrze? Jak Mike Jagger. To jest nieśmiertelny rockman, prawda? – Śmieje się krótko na wspomnienie, które na chwilę wkradło się do jego głowy. Nagle zastyga. Przymyka oczy. Jego wyraz twarzy nie zdradza żadnych emocji.- Chyba to zaczyna działać. Harry… Chyba widzę światełko w tunelu. Czyż to nie ironia losu? Jeszcze nie tak dawno nabijałem się z takich rzeczy… - Otwiera oczy, ale ma nieprzytomny wzrok. – Kocham cię. Jesteś moim idealnym zakończeniem. To ty byłeś siłą, z której nie umiałem czerpać, wiesz? Bałem się z niej czerpać. Jestem przy tobie… Harry, ja tam jestem. Nie zapomnij o mnie. Proszę – szepcze. Po jego policzkach spływa samotna łza. Oddech robi się coraz płytszy. Z ręki wylatuje mu piwo. Butelka rozbija się z hukiem na podłodze. Nagle drzwi się otwierają. Ktoś wbiega do pokoju i próbuje ratować szatyna. Mimo wszystko jest za późno.”

- Liam – wyszeptał, wstając w pośpiechu. Chwiejnym krokiem, jak w amoku, ruszył do pokoju przyjaciela. Wpadł do środka. Nawet nie zapukał. Osunął się na podłogę i zacisnął ręce na puchatym dywanie. – Ty wiedziałeś. Wiedziałeś! On do ciebie zadzwonił albo napisał… Wiedziałeś, co zamierza zrobić i go nie powstrzymałeś!

- To nie tak – powiedział, kucając przed młodszym kolegą z zespołu. Przytulił go mocno. Wiedział, że to nic nie da, ale czuł, iż musi to zrobić. – To kompletna pomyłka. On mi powiedział, co zamierza zrobić, zaraz po tym jak łyknął tabletki. Starałem się jak mogłem, ale nie zdążyłem. Przepraszam. Tak cholernie mi przykro.

- Mnie też, Liam. Kochałem go, a ten dupek mnie opuścił – załkał. – Czemu mi to zrobił? Przecież… Jakoś… Dalibyśmy radę.

- Właśnie dlatego. Nic nie dało się zrobić, a ty miałbyś tylko złudne nadzieje. On chciał tego uniknąć. Harry, damy radę. Razem. Poradzimy sobie.

Chłopiec o szmaragdowych oczach płakał jeszcze przez godzinę. Co najmniej. Obudził wszystkich domowników, którzy zaniepokojeni wstali i przyszli do pokoju Liama, prowadzeni odgłosami płaczu.  Dołączyli się do uścisku. Starali się uspokoić Harry’ego, ale w tamtym momencie nikt nie dał rady. Jedyne o co prosił o Lou. Jego Boo Bear. Najlepszy przyjaciel i jedyna miłość. Ale jakoś musiał żyć. Dla niego. Taka była ostania wola Louis’a.

„Spadając powoli, tonę… Ta słodka melodia. Nucisz ją, a ja idę w stronę światła.”

#15 Larry Stylinson +18 cz.1/2

Larry || Psycho Love
Tytuł: Psycho Love (Obsesyjna miłość)
Bohaterowie: Louis Tomlinson i Harry Styles oraz Niall Horan, Liam Payne i Zayn Malik - postacie drugoplanowe
Gatunek: bromance
Ilość słów: 3511
Opis: Louis zostaje zmuszony do pójścia do psychologa przez Simon’a, który jako jedyny wie o odmienności chłopaka i fakcie, że przez to ma on problemy sam ze sobą. Po kilku wizytach Lou dostrzega, że nie umie powstrzymać uczucia, jakim darzy jednego z członków zespołu. Wtedy zauważa, że ograniczenia jakie sobie postawił, zostaną złamane pewnego dnia i to już niedługo.
Inspiracja: Super Psycho Love : Simon Curtis
 
„Kiedy zauważyłeś, że jesteś w nim zakochany?”
„Uh… Trudne pytanie. Tak naprawdę to nie jestem pewien. To chyba była miłość od pierwszego wejrzenia, ale nie rozmawialiśmy dłużej niż kilka minut, więc myślałem, że to tylko zauroczenie. Nie znałem go. Wiedziałem tylko, jak ma na imię. Nie przeszkadzało mi to jednak w patrzeniu na niego.”
„Jaki był moment przełomowy, który to zmienił? Kiedy staliście się najlepszymi przyjaciółmi?”
„Niemal od razu, gdy trafiliśmy do jednego zespołu. Jest też pozostała trójka, ale z nimi nie nawiązałem takiej więzi. Oni są dla mnie po prostu przyjaciółmi. On to ukochany i brat w jednym.”
„Rozumiem. Czy on podziela to uczucie? Rozmawialiście o tym?”
„Hahaha. Chyba żartujesz. Miałbym mu powiedzieć i zaryzykować naszą przyjaźń? Jestem z nim za blisko, bym mógł to powiedzieć. Potrzebuję tego. Nie mogę go stracić, nawet jeśli jestem dla niego tylko i wyłącznie przyjacielem. Ale… Czasami… Czasami mam wrażenie, że czuje do mnie to samo. Może po prostu tak bardzo tego chcę, że sobie to wmawiam, ale nie wiem…”
„Kontynuuj. Wierz mi, iż to ci pomoże. Wygadanie się komuś nieznajomemu i zasięgnięcie u tej osoby porady jest z reguły bardziej pomocne niż rozmowa z najlepszym przyjacielem.”
„Dobrze. A więc. Czasami wydaje mi się, jakby patrzył na mnie jakoś tak… inaczej. Jakby dotykał mnie i mówił do mnie inaczej. Nawet jego uśmiech wydaje się być inny. Tylko w stosunku do mnie. Ale to na pewno tylko moja wyobraźnia. Nie mógłby mnie pokochać, bo jest hetero.”
„To dlatego się tniesz?”
„Wcale się nie…”
„Nie udawaj. Mnie się nie da oszukać. Dlatego wybrano mnie na twojego psychologa. Doszukam się wszystkiego. Mnie nie umknie nawet najmniejszy szczegół. Pamiętaj – mnie mówi się tylko prawdę.”
„Eh… No dobrze. Postaram się pamiętać. I tak, tnę się. Co z tego? Mam dalej opowiadać o swoich uczuciach do własnego przyjaciela czy o tym? To wszystko… To za dużo jak dla mnie…”
„W takim razie… wróćmy do niego.”
To była moja pierwsza wizyta u psychologa. Nigdy nie sądziłem, że to się tak skończy. Nikt nie miał się dowiedzieć o moich problemach. Wpadłem przez własną głupotę. Tego jednego dnia nie zamknąłem drzwi do łazienki. Liam wszedł i zobaczył mnie tnącego się ze łzami w oczach, wpatrzonego w zdjęcie Harry’ego. Jedno z wielu, jakie miałem. To był mój mechanizm obronny. Patrzenie na zdjęcia było jedną z reguł, które sobie ustanowiłem.
Zasada numer jeden. Według niej nie mogłem dotknąć go więcej niż dwa razy dziwnie. Dopuszczalne było jedno dodatkowe muśnięcie dłońmi, jeśli mieliśmy tego dnia wywiad.
Następna określała, ile razy mogę na niego spojrzeć. Na wywiadach musiałem unikać jego wzroku. Podczas koncertów dopuszczałem się jednego spojrzenia na każdą piosenkę. Jeśli nie miał na sobie koszulki mogłem patrzeć na niego tylko przez pięć minut, ale jeśli brakowało mu jeszcze jakieś części garderoby, spuszczałem wzrok. To głównie przez to robiłem tyle zdjęć. Na fotografie mogłem patrzeć ile chciałem.
Według kolejnej jeśli przytuliłem go bądź wyczerpałem limit dotknięć na dzień, nie mogłem przebywać bliżej niego niż na dwa kroki. Wyjątkiem było pozowanie do zdjęć, ale wtedy starałem się ustawić tak, by być jak najdalej.
Ostatnia zasada – kara. Jeśli złamałem, którąś regułę, musiałem naciąć, chociażby nieznacznie, swoje jasne i delikatne nadgarstki. Krew była jak odkupienie. Powstrzymywała wszystkie złe czy brudne myśli, jakie miałem o Harrym.
W moich wyobrażeniach wił się z przyjemności pode mną, wykrzykiwał moje imię. Wszystko było idealnie, ale potem zawsze wykonywałem za mocne pchnięcie i przyjemność dla Hazzy zmieniała się w ból, ale ja nie umiałem przestać. To było jak koszmar, który powtarzał się, gdy tylko przekroczyłem granicę. Jego dłonie zaciskające się na pościeli. Łzy spływające po policzkach…
Moje fantazje o nim były pełnie pożądania. Zachowywałem się brutalnie - jak nie ja. Ale od kiedy go poznałem i pokochałem moje zachowanie zmieniło się diametralnie. Z każdym dniem stawałem się coraz bardziej zamknięty w sobie. Z beztroskiej osoby stałem się  cichy i zamknięty w swoim świecie fantazji.
Przejechałem ręką po nadgarstku, na którym widniały drobne blizny. Najświeższa wciąż bolała, kiedy jej dotykałem. Wziąłem głęboki wdech. To ona była powodem moich wizyt u psychologa. To wtedy zostałem po raz pierwszy przyłapany. Po raz pierwszy nie zamknąłem drzwi… Cały czas się o to obwiniałem. Gdybym był mądrzejszy, nikt by nie wiedział i nie musiałbym teraz rozmawiać o swoich problemach z zupełnie obcym dla mnie facetem.
Ciąłem się. Co z tego? Wiele osób to robi. Nie jestem jedyny. Oni nie rozumieją, że to jedyny sposób bym przestał myśleć o nim. To było silniejsze ode mnie. Nie chciałem, żeby moja podświadomość przejęła kontrolę. Gdy tylko myślałem o nim chwilę dłużej…
Moje fantazje o nim nie były kolorowe i słodkie, tylko brutalne.
Tyle razy wyobrażałem sobie, jak zadaję mu ból i podobało mi się to. Nie chciałem, żeby tak było. Nie mogłem znieść tego, a jednak nie umiałem się też powstrzymać przed takimi myślami. To jakby druga osoba przejmowała nade mną kontrolę.
- Loueh! – Dobiegł mnie głos, należący do daddy direction. – Rusz swój zacny tyłek. Zaraz wchodzimy na scenę, więc weź się w garść, dobrze?
- Mhm – mruknąłem w odpowiedzi, a on spiorunował mnie wzrokiem. – Wiem, jak mam się zachowywać. Nikt nie zauważy.
- Dobrze je zakryłeś? – spytał, podchodząc do mnie i łapiąc za nadgarstki. Pokiwałem głową pokazując mu ręce. - Wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć? Pomogę ci. Tylko powiedz. Znam cię lepiej niż psycholog. Wiem, jaki jesteś naprawdę.
„Nic o mnie nie wiesz, Liam”, pomyślałem, ale słowa nie opuściły moich ust. „Nikt mnie nie zna i nigdy tak się nie stanie”.
- Dziękuję, ale dam radę – powiedziałem, wymuszając uśmiech. – Sam zajmę się własnymi problemami. Nie chcę, żeby ktokolwiek się o mnie martwił.
- Wszyscy się martwimy, bo cię kochamy. Jesteś naszym bratem. Nieważne, że nie mamy jednej matki czy ojca. Łączy nas silniejsza więź niż to. Nigdy cię nie zostawimy, dlatego powinieneś pomyśleć nad tym, by powiedzieć reszcie…
- Nie. Nie mogę, Li. To nie takie proste.
Payne otwierał już usta, by coś dodać, jednak głos naszego menadżera mu przeszkodził. Czas wejść na scenę i rozpocząć koncert. Czas udać, że wszystko jest tak, jak było na początku. Nic się nie zmieniło. Nic oprócz moich uczuć…

**

„Powiedz mi, Lou…”
„Przecież cały czas mówię. Czego jeszcze pan ode mnie oczekuje?”
„Współpracy.”
„Czy to nie za wiele? Współpraca z lekarzami nie leży w mojej naturze…”
„Nie jestem lekarzem. Jestem psychologiem.”
„Żadna różnica. Obydwa zawody są mało wdzięczne. Kłamanie i omamianie ludzi to dla was chleb powszedni.”
„Nie, Louis. Próbuję ci pomóc. Przez swój upór i głupotę nie chcesz się otworzyć, bo myślisz, że nikt nie może dla ciebie czegoś zrobić. Mylisz się.”
„To pan się myli. Ja nie potrzebuje pomocy. Mam swoje zasady, których staram się trzymać, by nie stała się mu krzywda, a pan wszystkie moje wysiłki chce zniszczyć. Nie mogę sobie pozwolić na zmianę.”
„Zasady?”
To w czasie tej wizyty wpadłem. Dosłownie. Ten przeklęty psycholog od siedmiu boleści wyłapał to słowo, którego nie powinien. Druga wizyta i już pierwszy błąd.
Powiedziałem mu o moich „zasadach”. Nie zrobił nic. Po prostu słuchał i kiwał głową. Byłem mu obojętny. Jemu wyłącznie chodziło o zarobienie pieniędzy. Nie chciał nikomu pomagać. Jaki był sens w tym, że mu opowiadam o czymś, a jego to w ogóle nie obchodzi.
Wszystko powoli się sypało. Zaczynałem rozważać odejście z zespołu. Nie jestem im potrzebny. Tylko zawadzam. Liam za bardzo przejmuje się mną od czasu, gdy się dowiedział, zamiast skupić się na sobie i swojej rodzinie oraz dziewczynie, z którą nie widział się od dawna. Nienawidziłem gdy ktoś się przejmował mną bardziej niż powinien. To moje życie.
Nie chciałem, by ktokolwiek się mieszał w moje sprawy. Sam umiałem się zająć swoim bólem. Spojrzałem na zdjęcie Harryego, które zrobiłem jakiś czas temu. Chowałem je pod poduszką, by nikt inny go nie widział. Styles był na nim prawie nagi. Jedyna rzecz, która zakrywała jego męskość to ręcznik. Dopiero wyszedł spod prysznica i przecierał oczy, gdy zrobiłem mu to zdjęcie z ukrycia. Woda kapała z jego kręconych włosów i spływała po nagrzanym ciele.
Przygryzłem dolną wargę, próbując uspokoić bicie serca. Nagle zerwałem się i rzuciłem do szafki nocnej, która stała tuż przy moim łóżku. Wysunąłem wszystkie trzy szuflady. Były pełne zdjęć, na których znajdował się Harry. Zacząłem je przeszukiwać. Dłonie mi drżały.
- Gdzie jest to przeklęte zdjęcie?!
Serce biło mi niesamowicie szybko. Co jeśli je zgubiłem? To było pierwsze… Nasze pierwsze… Nie mogłem go zgubić. Musiało tu gdzieś być. Musiało.
- Cholera – przekląłem cicho pod nosem. Już traciłem nadzieję, gdy nagle jedno zdjęcie rzuciło mi się w oczy. Szybko po nie sięgnąłem, po czym z ulgą mocno przycisnąłem je do swojej klatki piersiowej. – Jest.
Odetchnąłem głęboko, zamykając oczy. Nie wiem, co bym zrobił, gdybym je zgubił. To zdjęcie było dla mnie najważniejsze. Ja i Harry. Byliśmy na nim razem. To było pierwsze wspólne zdjęcie, jakie nam zrobiono. Dzień, w którym dowiedzieliśmy się, że przechodzimy dalej jako grupa. Pamiętam to, jakby wydarzyło się wczoraj. Wpadłem Harry’emu w ramiona. Byłem taki szczęśliwy. Nie wiedziałem jeszcze, że ten chłopak będzie miał na mnie taki wpływ. Niedługo potem pojawiła się mama Hazzy. Uśmiechnęła się. Spytała czy może zrobić nam wspólne zdjęcie. Jej syn objął mnie ramieniem i uśmiechnął się. Odwzajemniłem ten gest, a moje serce ścisnęło się. Wtedy po raz pierwszy pomyślałem, że może go kocham.
Kocham go jak szalony. To wszystko przez niego. To przez niego!
Rzuciłem się na łóżko, a z mojego gardła wydobyło się coś na kształt warknięcia, jakie wydaje pies. Ścisnąłem zdjęcie w dłoni. Zacisnąłem powieki – nie chciałem płakać. Nie znowu. Nie przez niego. Świadomość tego, że nigdy nie będzie mój tak cholernie bolała…
- Wszystko w porządku, Boo Bear?
Wiedziałem kto to, ale nie umiałem przestać. Łzy płynęły po moich policzkach, mocząc poduszkę. Zacisnąłem palce wolnej dłoni na pościeli. Jego ciepła ręką znalazła się na moich plecach, którą tak kojąco je gładził. Czułem jak zapadam się coraz bardziej w błogostan z każdą chwilą. Nic mnie już nie obchodziło.
Nawet jeśli zobaczy to zdjęcie. Co z tego?

**

„Zdjęcia… Ciekawe. Ile ich masz?”
„Nie wiem. Około dwustu jest… Może więcej. Nie liczyłem.”
„Nie wierzę ci, Lou.”
„Ech. No dobra. Naprawdę chce pan wiedzieć? Jest ich dokładnie 269…”
„No to rzeczywiście. Jak ty to ujmujesz? „Tylko lekkie zauroczenie”. To ci nie przejdzie. Przez samo wyznaczenia zasad za bardzo się zaangażowałeś. Wydaje ci się, że dzięki nim masz go na dystans, ale tak naprawdę jest zupełnie na odwrót.”
„Nic pan nie wie. Nie rozumie pan tego. To coś czego jeszcze pan nie doświadczył i nigdy się to nie stanie. To tak jakby przy nim odzywała się moja druga osobowość. Przy nim czuję, że tracę kontrolę nad własnym ciałem. Tylko dzięki tym zasadom jeszcze się na niego nie rzuciłem!”
„Może to byłoby lepsze niż trzymanie go na dystans. A przynajmniej próby uczynienia tego. Co jeśli on odwzajemnia twoje uczucie, ale ty jesteś zbyt głupi, żeby zaryzykować. Jesteś tchórzem"

Powoli otworzyłem oczy, czując na ramieniu niewielki ciężar, a zarazem ciepło rozchodzące się po całym moim ciele. Próbowałem poruszyć ręką, ale coś mi przeszkadzało. Przechyliłem lekko głowę i moje serce eksplodowało. Na moim ramieniu spał Harry, który wtulił się w moje ramię, uniemożliwiając jakikolwiek ruch. Uśmiechał się lekko, a w jego policzkach widać było dołeczki. Podniosłem wolną rękę, by odgarnąć mu z oczy loki. Mruknął coś pod nosem, wiercąc się niespokojnie. Wstrzymałem oddech, sztywniejąc. Obudziłem go?
- Lou? – Jego głos był bardziej ochrypły niż zwykle i dużo cichszy. Przetarł zaspane ocz i spojrzał prosto na mnie. – Louis. Jestem głodny. Czy nie czas na kolacje?
- Chyba tak. Chodźmy – powiedziałem miękko, starając się wytrzymać spojrzenie jego zielonych tęczówek. – Zrobię ci coś do jedzenia.
- Zjadłbym naleśniki – oznajmił, posyłając mi szeroki uśmiech, po czym wstał i skierował się na dół do kuchni, a ja podążyłem za nim. Oparł dłonie o blat wysepki i spojrzał na mnie bacznym wzrokiem. – Umiesz robić naleśniki?
- Ja umiem wszystko – odpowiedziałem bardzo pewny siebie. Umiałem gotować i tym podobne, ale naleśniki robiłem tak naprawdę raz w życiu. Nie wiedziałem, jak wyjdą. – Dam radę.
Harry przyglądał się każdemu mojemu ruchowi. Najpierw wyjąłem mąkę, mleko… Wszystko co było potrzebne. Patelkę postawiłem na gazie, po czym zająłem się robieniem masy na naleśniki. Jak dotąd szło mi nieźle. Jednak cała moja pewność siebie uleciała razem z tą masą. Kiedy spróbowałem ją nalać na patelkę, zrobiło się gorzej. Albo nalałem za dużo, albo za mało.
- No w dupę – mruknąłem pod nosem.
- Pomogę ci – powiedział Haz, po czym bez ostrzeżenia przylgnął do moich pleców i złapał za dłonie. Starał się mnie naprowadzić, jak powinienem to wszystko robić. Serce tłukło mi się o żebra, a oddech stał się płytki. W mojej głowie pojawiła się wizja Harry’ego przywiązanego do łóżka moimi szelkami…
Potrząsnąłem głową i w tym momencie zorientowałem się, że usta Hazzy były zbyt blisko moich. Zdecydowanie za blisko. Jego loki łaskotały mnie w policzek. Wziąłem głęboki oddech, gdy jedną dłoń położył na moim biodrze, a drugą wyłączył gaz, po czym ulokował ją na moim brzuchu – tuż pod pępkiem. Odwrócił mnie w soją stronę. Był tak blisko. Jego oddech łaskotał mnie w nos, ponieważ był odrobinę wyższy ode mnie. Podniosłem wzrok i napotkałem jego spojrzenie, które było pełne… miłości? Jego usta były coraz bliżej moich.
- Lou, ja – zaczął lekko drżącym głosem. – Ja tak bardzo… Zależy mi na tobie. Bardziej niż powinno… Widziałem zdjęcie. Też to czujesz, prawda?
- Harry – wyszeptałem, zanim nasze usta się spotkały.
Pocałunek nie był taki, jak sobie wyobrażałem. Był niewinny i spokojny. Przepełniony uczuciem – nie pożądaniem. To nie było jedno z moich chorych wyobrażeń. Wszystko działo się naprawdę. Wszystko wydawało się tak inne…
Nagle pogłębił pocałunek, a jego ręce powędrowały pod moją koszulkę. Moje palce zaczęły rozpinać guziki jego koszuli. Po chwili byliśmy w samych spodniach. Przejechałem paznokciami po jego bladej skórze na plecach. Dało się dokładnie wyczuć mięśnie, które naprężył. Jego jedna ręka powędrowała do paska moich spodni. Szybko go rozpiął i wyjął ze szlufek, rzucając gdzieś w kąt. Kiedy ściągnął ze mnie spodnie, przyległem do niego tak, że przez materiał własnych bokserek czułem jego podbrzusze. Spojrzałem nieznacznie w górę na jego piękną twarz, po czym mój język wtargnął do środka jego ust z taką agresywnością, że Harry przywarł całym ciałem do ściany, a jednak po chwili zarzucił ręce na moją szyję. Zjechałem z dłońmi po jego plecach na pośladki, które ścisnąłem. Wyszeptał moje imię pełnym pożądania głosem i zacieśnił uścisk na mojej szyi. Przesunąłem dłonie na jego uda. Haz zrozumiał aluzje, bo po chwili oplótł mnie nogami w pasie.
- Zabierz mnie do łóżka – wyszeptał, przygryzając płatek mojego ucha, a ja przymknąłem oczy, gdy z mojego gardła wydobył się niemal zwierzęcy dogłos.
Coś we mnie zaskoczyło. Jakiś trybik. Niemal w trybie natychmiastowym znaleźliśmy się w sypialni. Położyłem go na łóżko trochę nazbyt brutalnie, po czym niemal natychmiast przywarłem do jego warg swoimi. Spijałem z nich pocałunki. Po chwili przeniosłem się na jego szyję, majstrując jednocześnie palcami przy gumce jego bokserek. Kreśliłem dłońmi przeróżne wzory na jego torsie, drapiąc go od czasu do czasu. Na szyi widniało już kilka malinek, ale ja nie przestawałem. Jego ciche pojękiwania mnie napędzały. To było takie przyjemne, a zarazem niewłaściwe uczucie. Powinienem być delikatny, ale nie umiałem. Był mój. Nikogo innego. Mój. Chciałem by wszyscy wiedzieli. Każdy musiał zobaczyć to następnego dnia. Uśmiechnąłem się pod nosem, odrywając się od jego szyi z głośnym mlaśnięciem.
- Dalej nie jesteś wystarczająco naznaczony jak dla mnie – mruknąłem do jego ucha, czując jak po jego ciele przebiega dreszcz. Wsunął palce w moje włosy, po czym lekko szarpnął. – Chcę, by każdy widział z daleka, że już do kogoś należysz. – Przejechałem palcami wzdłuż jego torsu, po czym zatrzymałem się na jego członku. Ścisnąłem go, a Haz ponownie jęknął. – Będę cię drapał, aż nie będziesz krwawił, będę się kochał z tobą tak bardzo, że nie będziesz mógł usiąść. Wszyscy mają wiedzieć. – Ponowiłem czynność. Tym razem zacisnąłem palce mocniej niż ostatnio. Harry wysapał moje imię. – Tak. Lubię, gdy wymawiasz moje imię. Szeptaj je, krzycz… Cokolwiek. Po prostu chcę je słyszeć.
- Lou, błagam… - Uniósł biodra, dając mi do zrozumienia, na co czeka. – Louis…
- Czego chcesz? Powiedz to. – przejechałem językiem po malinkach, które zrobiłem, przesuwając dłoń na jego brzuch. Drażniłem się z nim. – Powiedz to, Harreh.
- Pieprz mnie – wyszeptał z pożądaniem. – Pieprz mnie, Loueh.
Nie musiał powtarzać mi dwa razy. Złapałem go za uda i ustawiłem tak, by było mi wygodnie w niego wejść. Chciałem, by pamiętał to przeżycie do końca swoich dni, a jęki jakie wydawał przy każdym moim pchnięciu, utwierdzały mnie w fakcie, że podoba mu się i mam nie przestawać. Uśmiech wkradł się na moje usta. Tak długo na to czekałem…
- Kocham cię – wyszeptał.
To zbyt piękne, by było prawdziwe.

**

„Dzisiaj. Dnia pierwszego lutego zmarł Louis William Tomlinson. Był on jednym z członków popularnego brytyjskiego boy band’u o nazwie One Direction. Policja nie ujawniła jeszcze powodów, dla których piosenkarz mógłby popełnić samobójstwo. Wiadomo tylko, że przedawkował leki przeciwbólowe.”

On nie mógł umrzeć. Nie mógł. To był jakiś kiepski żart, który nie mógł być prawdą. To były jego urodziny. Miał je spędzić razem z Lou. Zarezerwowali stolik w restauracji, bilety do kina na bardzo późny seans jakiegoś dennego filmu, który nie miał tak naprawdę żadnej fabuły. Mieli po prostu spędzić cały wieczór razem. Po tym co się stało parę tygodni wcześniej, chciał mu powiedzieć wszystko. Harry chciał powiedzieć mu, że go kocha i nie ma zamiaru go opuścić, a Louis miał odpowiedzieć mu tym samym. Te tygodnie, w których spędzali niemal każdy dzień razem, przytulając się, całując – były najpiękniejszymi w jego życiu. Co się mogło nagle stać?

„Ciało znalazł jeden z jego najlepszych przyjaciół – Liam James Payne. Młody artysta, również piosenkarz oraz członek tego samego zespołu, jest w szoku. Chłopak twierdzi, ze kiedy znalazł Louis’ego, ten jeszcze żył, ale karetka przyjechała za późno.”

Jak to za późno? Nie. Nie. Nie! Musieli go uratować! To na pewno tylko żart. Tak, tylko żart. Albo sen. Za chwile otworzy oczy i zobaczy swojego ukochanego obok. Przecież miłość musiała wygrać. W każdej bajce tak jest. Chociaż…
Czyżby tym razem to książę przegrał?

„Tomlinsonowie zostali już poinformowani o tym tragicznym zdarzeniu. W imieniu całej załogi stacji BBC składam najszczersze kondolencje.”

Szczere kondolencje? Harry zaśmiał się gorzko. Dziennikarze nie znali słowa „szczerość”. Gdyby naprawdę było im przykro z tego powodu, nie mówiliby o tym w wiadomościach. Ale jak inaczej by się dowiedział o śmierci ukochanego? Zapewne przesiedziałby samotnie cały wieczór, czekając, a rano obudziłby się jako ostatni i jako ostatni również by się dowiedział.

„Rodzina Louis’ego Tomlinsona pogrążyła się w żałobie tak samo jak cały zespół One Driection, który zapewne przerwie trasę koncertową ze względu na okoliczności. Wypowiedzieć się na ten temat ma Simon Cowell. Jak najszybciej będzie mógł.”

Jeśli myśleli, że będą dalej dawać koncerty, grubo się mylili. Tu nawet nie było czego potwierdzać. Harry nie miał zamiaru nawet myśleć o tym, by wyjść na scenę i śpiewać. Już nigdy prawdopodobnie nawet nie da rady. Nic już nie osiągnie. Śmierć Lou była równoznaczna z zakończeniem kariery. Teraz stracił cel w życiu. Jakiekolwiek chęci zniknęły.
Harry wstał z kanapy i wyłączył telewizor. Jakaś część niego umarła. Nie miał an nic ochoty. Po prostu wyłączył sprzęt, po czym skierował się do pokoju Lou. Otworzył drzwi z lekkim skrzypnięciem i uśmiechnął się delikatnie przez łzy. Znowu zapomniał je naoliwić. Zamknął za sobą, po czym rzucił się na łóżko. Pachniało nim. Wtulił twarz w poduszkę.
- Zostawiłeś mnie, dupku – mruknął łamiącym się głosem i zamknął oczy. Tylko na chwilę. – Nienawidzę cię…

To wydawało się jak sekunda. Przecież zamknął tylko na chwile oczy. Po prostu chciał odpocząć, przestać płakać, myśleć o nim, ale kiedy się obudził było już ciemno. A wydawałoby się, że przed momentem promienie południowego słońca wpadały przez okna i rozświetlały całe pomieszczenie. Harry otworzył oczy i miał nadzieję, że to był tylko sen, ale brak jego ukochanego obok był tak przerażająco prawdziwy jak najgorszy koszmar.
- Nie ma go – wyszeptał, a do jego oczu napłynęły łzy. – Boże, oddaj mi go. Proszę. Oddaj mi mojego Lou. Mojego…
Złapał za poduszkę i przytulił się do niej. Jeszcze przez pewien czas będzie ona nasiąknięta zapachem, który tak kochał. Którego nigdy nie zapomni. A może? Pamięć ludzka jest zdradliwa. Co jeśli zapomni, jak jego głos brzmiał? Nie teraz. Nie za tydzień. Za miesiąc. Parę miesięcy. Może rok. Co wtedy? Wspomnienia zaczną blaknąć. Za kilka tygodni nie będzie umiał odtworzyć wyglądu Lou w swojej głowie. Wiedział to. Bolało go to. Zacisnął palce na chłodnym materiale poszewki, którą była okryta poduszka. Pociągnął nosem parę razy, zaciskając mocno powieki. Wszystko straciło sens. Sam miał ochotę umrzeć…
Nagle ktoś zapukał do drzwi. Z nieśmiałą nadzieją w sercu podniósł głowę, ale wiedział, że to nie będzie on. To nie mógł być on. Prawda bolała bardziej niż tysiące noży. Drzwi uchyliły się powoli. Po chwili zza nich wyjrzał Liam. Wszedł do środka, jakby nie był do końca pewny czy może. Miał czerwone oczy i nos. Włosy były mokre i w totalnym nieładzie. Wyglądał dziwnie staro według Harry’ego, który patrzył na niego zmęczonymi od płaczu oczami. Jego zielone tęczówki świeciły się mokre od łez.
- Poprosił mnie… - Liam zaczął, ale głos uwiązł mu w gardle. – Loueh, chciał… Chciał, żebym ci to przekazał.
Wyciągnął w moją stronę rękę i podał mi niedużej wielkości pudełko, po czym wyszedł. Przystawiłem je do ucha i lekko nim potrząsnąłem. Coś stuknęło. Drżącymi rękoma uchyliłem wieczko.
MayBee.

#14 Louis Tomlinson

Wakacje, ładna pogoda, strasznie gorąco, a ty zapłakana biegniesz przed siebie  po parku. Właśnie rzucił cię chłopak, a rodzice zgineli w wypadku, a teraz jesteś całkiem sama. Myślałaś że przy Marcinie wreście będziesz szczęśliwa, że on zawsze będzie przy tobie... i co? rzucił cię.
Biegłaś tak przez jakiś czas i nie zauważyłaś że biegniesz na dość ruchliwą ulice.
W ostatniej chwili ktoś złapał cię za ramię. Obejrzałaś się i ujrzałaś chłopaka w kapturze i ciemnych okularach.
Okulary to rozumiesz ale kaptur? Jest chyba ze 30 stopni... dziwne że się nie ugotował...
-Wszystko ok? -spytał nieznajomy
-Nie. Nic nie jest ok. Chłopak mnie rzucił, rodzice nie żyją i jakiś obcy chłopak w kapturze w lato zaczepia mnie na ulicy! Wieć nie, nie jest ok! -wydarłaś się na chłopaka.
Chłopak patrzył chwile na ciebie, byłaś pewna że sie zdenerwuje w końcu wydarłaś się na niego a nawet go nie znasz...
-Współczuje ale nie musisz od razu na mnie krzyczeć. Wiesz w końcu uratowałem ci życie... -odparł spokojnie choć troche urażonym tonem.
-Nie musiałeś moje życie i tak nie ma sensu... pewnie i tak za jakiś czas skocze z mostu.
Nie wiedzieć czemu oczy zaszły ci ponownie łzami. Chłopak gdy to zauważył podszedł do ciebie i cię przytulił. Nie protestowałaś potrzebowałaś teraz kogoś kto cię przytulił. Więc wtuliłaś się bardziej w nieznajomego.
-Jak się nazywasz? -spytał
-[T.I] -odpowiedziałaś
-Ja Louis.
-Jak ten chłopak z One Direction.
-Taaa...
Odsunełaś się od niego troche. Zdjełaś mu kaptur z głowy i okulary. I na chwile dosłownie zamarłaś. Uratował cię sam Louis Tomlinson...
Gdy zobaczył twoją mine uśmiechnoł się szeroko jak na zdięciach które widywałaś w gazetach.
-Chciałabyś pójść ze mną na kawe czy coś słodkiego? Tylko musisz mi oddać okulary.-spytał Louis
-No nie wiem bardzo mi się spodobały... -odpowiedziałaś i przymierzyłaś okulary, robiąc przy tym głupie miny. -No dobra masz.
Poszliście na kawe. Gadaliście tak chyba kilka godzin.
-Noo... a skoro na razie jesteś sama to może chciałabyś ze mną zamieszkać? -spytał gdy chodziliście po parku.
Spojrzałaś na niego zdziwiona
-Znamy się od kilku godzin a ty już mi proponujesz wspólne zamieszkanie? -zaśmiałaś się.
-No ale czemu nie [T.I]?
-A moge to jeszcze przemyśleć?
-Jasne.
Rozmawialiście i szliście aż zrobiło się ciemno.
W pewnym momencie Lou przystanoł na chwile. Ty również stanełaś.
-Co się stało? -spytałaś
Louis nie odpowiedział.
Podszedł do ciebie, objoł delikatnie ramieniem dłonią odgarnoł zabłąkane kosmyki twojej ciemnej grzywki. Delikatnie dotknoł ustami twoje usta. Mimo iż trał tylko chwile był to najlepszy pocałunek w twoim życiu.
Spojrzał ci w oczy, ale teraz to ty złączyłaś wasze usta w pocałunku.
Gdy w końcu sie od siebie oderwaliście.
-To co z tym zamieszkaniem? Nadal aktualne? -spytałaś
Lou roześmiał sie.
-No pewnie. -i znów musnoł delikatnie twoje usta....
---------------------------------------------------------------
Jest to jeden z pierwszych imaginów mojej przyjaciółki Marysii :3 Przy okazji link do jej bloga: http://onedirection-my-love-my-life.blogspot.com/2013/08/6-harrya-moze-zayn.html