środa, 7 sierpnia 2013

#16 Larry Stylinson +18 cz.2/2

Kiedy odchodzi najbliższa ci osoba, nie przyjmujesz tego dobrze. Starasz się nie myśleć, jak bardzo to boli, jak wiele razem przeżyliście. Łączące was wspomnienia przecież nie zniknął, więc po co się starać? Niektórzy po prostu płaczą. Nie ukrywają łez. Są smutni i zranieni, więc płaczą. Tak po prostu. Dają upust emocją. Inni – tak jak Harry – duszą to w sobie. Nagle znaleźli się w jakimś letargu, z którego nie mogą się obudzić. Cały świat się zmienia. Ludzie też. Nikt i nic już nie jest takie samo. Przynajmniej w oczach tych osób. To one się zmieniły. Ich podejście do życia uległo zmianie. Nie obchodzi ich, co się dzieje, jaki jest dzień, miesiąc, rok…

Liam jako słynny daddy direction starał się nie okazywać bólu, ale Harry tak nie umiał. On nie był tak silny jak jego przyjaciel. Strata Lou była zbyt bolesna, by mógł wrócić do poprzedniego trybu życia, jaki prowadził. Nie umiał odpuścić. Zwłaszcza po tym, jak otworzył to pudełeczko. Rzeczy w tym pudełku były poniekąd jego ostatnią prośbą do chłopka o kręconych włosach. Nie mógł przecież poddać się. Jakby to wyglądało w obecnej sytuacji? Louis zostawił mu pudełeczko i gdyby nie przejrzał tych rzeczy dokładnie, wyszedłby na tchórza, który nie umie zmagać się z problemami, jakie postawia przed nim los.

Harry podniósł z kolana drżącą rękę i niepewnie przejechał ręką po rzeczach, znajdujących się w pudełeczku. Pierwszy raz tego dnia poczuł się tak, jakby Louis był z nim. Jakby nigdy go nie zostawił. Może teraz dowie się, czemu jego ukochany tak nagle odszedł? Może odnajdzie odpowiedzi na inne pytania, których nie umiał zadać mu prosto w twarz? Może…

Uśmiechnął się, gdy wyjął pierwszą rzecz. Było to zdjęcie – ich wspólne. Zrobiła go mama lokowatego. Tak, to musiała być ona. Harry dokładnie pamiętał ten dzień. Było to dla niego, jakby wydarzyło się wczoraj. Louis przyjechał do niego, do Holmes Chapel, na wakacje. Na zdjęciu było widać, jak stoją przed bungalow: Harry cały mokry, a Lou z wielkim uśmiechem na ustach. Szatyn trzymał w rękach wiadro, dowód zbrodni, jaką było wylanie wody na młodszego kolegę. Obojgu świeciły się oczy. Wyglądali na tym zdjęciu na takich szczęśliwych. Anne pobiegła po aparat, ale wcześniej kazała im stanąć i się nie ruszać, by mogła zrobić im zdjęcie. Gdy tylko błysnął flesz, zaśmiała się dźwięcznie. Kochała ich obu i widziała, że oni czują do siebie coś więcej. Nie przeszkadzało jej to. Wręcz przeciwnie – starała się subtelnie dać do zrozumienia własnemu synowi, by uczynił ten pierwszy krok. Harry przez to czasami miał wrażenie, iż wiedziała o wiele więcej niż mówiła. Nie tylko jeśli chodzi o uczucia.

Harry odwrócił zdjęcie. Tak z czystej ciekawości. Nie sądził, że znajdzie tam jakiś dopisek od Lou. Jego serce przyspieszyło, gdy rozpoznał charakter pisma szatyna. Było lekko przechylone na prawo. Dość zgrabne, ale jednocześnie tak niepewne i nieśmiałe. Widać było, że przy ostatnich kilku słowach zawahał się, ponieważ kreska, którą nakreślił piórem – jak przypuszczał Harry – była delikatniejsza, a litery nieznacznie zafalowały.

„Spadając powoli, nucę naszą melodię. Teraz ty ją dokończ za mnie…”

Serce Harry’ego się ścisnęło, a łzy napłynęły do oczu. To był fragment piosenki, którą Lou śpiewał mu jako kołysankę na dobranoc. Robił to zawsze, gdy jego młodszy przyjaciel nie mógł zasnąć. Przywołało to wspomnienia, tak piękne, że chłopiec nie mógł wytrzymać. Rozpłakał się, a krople symbolizujące jego przywiązanie i miłość, zmoczyły zdjęcie. Przetarł je, starając się powstrzymać płacz.

Harry był jedną z tych osób, które nie umieją ukrywać uczuć. Mogą je w sobie dusić, ale i tak każdy widzi, co dzieje się w jego wielkim serduszku, które niegdyś przepełnione było nadzieją i marzeniami. Teraz znajdował się tam tylko smutek i żal oraz gorycz po stracie ukochanej osoby.  Reszta zespołu nie mogła uwierzyć, że tak się zmienił. Dla nich to też była ogromna strata w postaci przyjaciela, ale nie wiedzieli, ile Louis znaczył dla najmłodszego członka One Direction. Nie umieli go zrozumieć czy pomóc mu.

Chłopak z burzą kręconych włosów podniósł dłoń, by jej wierzchem wytrzeć mokre oczy, które zrobiły się nienaturalnie szklane i zamglone. Wyglądał jak w transie. Porcelanowe policzki przybrały soczysty czerwony kolor, a usta stały się sine. Nos miał mokry, ale tylko nieznacznie zaróżowiony. Widać było, jak przy każdym ruchu drżał. Pudełeczko stało niestabilnie na jego szczupłych kolanach. Wziął kilka głębokich oddechów, zanim sięgnął po kolejną rzecz.

Czarny aksamitny woreczek. Przewiązany był złotą wstążeczką, która dodawała mu elegancji i tajemniczości. Przyczepiono do niego kartkę samoprzylepną białego koloru. Harry ponownie rozpoznał charakter pisma, którego litery zaczęły tańczyć przed jego oczami. To już powoli było za wiele. A to przecież był dopiero początek.

„Nie otwieraj jeszcze. Poczekaj aż sam ci pozwolę. Kocham cię.”

- Sam ci pozwolę? – przeczytał na głos z niedowierzeniem. Jak mógł, skoro nie żył? – Co ty wymyśliłeś, idioto?

Tak bardzo chciał zobaczyć, co jest w środku, ale pisząc to, szatyn wiedział, że Harry tego nie zrobi. On zawsze słuchał się starszego przyjaciela. Nie umiał mu odmówić pod żadnym względem. Gdyby kazał mu skoczyć w ogień, zrobiłby to. Bez wahania.

W pudełeczku została ostatnia rzecz – koperta. Wyjął ją drżącymi dłońmi, nie wiedząc, czego ma się spodziewać. Louis był… specyficzny. Zawsze musiał robić rzeczy inaczej niż inni. Jeśli wszyscy siedzieli, on stał. Rozbawiał ludzi swoim podejściem do wszystkiego, ale ostatnio to ucichło i z osoby „dziwnej” zmienił się w „samotnika”. Przestał być tak towarzyski jak kiedyś, wstawał ostatni, bo kładł się spać dopiero nad ranem – nikt nie wiedział czemu, ale wszyscy podejrzewali, że zaczął mieć problemy ze snem. Harry starał się dotrzeć do niego i po spędzonej razem nocy dwa tygodnie temu, wydawało mu się, iż stan Lou polepsza się z każdym dniem. Znów zaczął się śmiać. Nawet z głupot. Ale ten dzień zmienił jego cały pogląd na tę sytuację. Wiedział, że jest za późno i teraz nic nie może zrobić. Żałował tego, że nie przeprowadził z nim szczerej rozmowy, na którą zbierał się od miesiąca, a teraz ta koperta była jedną z ostatnich rzeczy, jaka mu została.

- Płyta? – Zdziwiony wyciągnął krążek. Obrócił go parę razy w dłoni i po raz kolejny dostrzegł dopisek od swojego ukochanego. – „Włącz mnie”?

Chłopak zmarszczył brwi, ale podszedł do odtwarzacza płyt dvd i włączył płytę. Wziął krzesło obrotowe, o które Louis tak bardzo męczył ich, by kupili mu je na urodziny w zeszłym roku. Harry usiadł na nim, po czym przejechał palcami po skórzanych podłokietnikach. „On tu siedział”, pomyślał. Nagle czarny ekran zastąpiła uśmiechnięta twarz Lou. Znajdował się w swoim pokoju, dokładnie w tym miejscu, gdzie Harry teraz. Szatyn pomachał mu, a młodszy chłopak odwzajemnił ten gest mimo, że wiedział, iż jest to tylko nagranie. Przygryzł dolną wargę, gdy usłyszał tak dobrze znany mu głos. Głos, na którego dźwięk czekał tak pozornie krótko, a jednak była to dla niego wieczność. Z uwagą śledził każdy najdrobniejszy szczegół jego przyjaciela i kochanka. Dla Harry’ego wszystko działo się tu i teraz. Mogło to być tylko nagranie, ale on odczuwał je tak, jakby Louis był tuż obok. Jakby mógł go doknąć.

„- Nie spodziewałeś się tego, prawda? Hah. Ja w sumie też nie. Zacząłem zadziwiać sam siebie – mówi Louis.- Kocham cię, Harry. Wiesz to. Teraz juz nie będę mógł ci tego powtarzać w nieskończoność. Będzie mi brakowało naszych poranków. Nikt ci już nie przyniesie śniadania do łóżka i nie ucałuje w policzek na dzień dobry. Bardzo mi przykro. Tak cholernie mi przykro, że cię muszę ranić. Nie ważne co bym zrobił i tak jest źle. Nie mogłem dłużej tego ciągnąć. Byłem szczęśliwy. Tylko przy tobie… Przez te dwa tygodnie… Byłem naprawdę szczęśliwym. Chcę byś mnie takim zapamiętał. Może to dlatego tak postąpiłem a nie inaczej? Nie wiem. Czyż to nie zabawne? Nie wiem. Nie mam bladego pojęcia… Przepraszam. Nie mogę tak. Ugh. Wybacz mi.

Lou zanosi się płaczem. Ma podkrążone oczy, lekko zaczerwieniony nos. Długie rzęsy opadają na jego śnieżnobiałe policzki, po których cieknął łzy. Jego drobne dłonie zaciskają się na kolanach. Znowu ma na sobie tą ulubioną parę czerwonych spodni i koszulkę Harry’ego z logo The Rolling Stones. Na nadgarstku wisi zapięta bransoletka. Dostał ją na początku X Factora od swojego obiektu westchnień na znak przyjaźni.”

Dopiero wtedy Harry dostrzegł jeden drobny szczegół. To nagranie zostało zrobione kilka dni wcześniej. Nie było go w domu, bo pobiegł do sklepu bo paczkę kondomów. Uśmiechnął się delikatnie na to wspomnienie. Od czasu ich pierwszej nocy zaczął zachowywać się jak wiecznie sfrustrowany seksualnie nastolatek – którym bądź co bądź, jednak technicznie rzecz biorąc, był. Tamtego wieczora ciuchy latały po całym domu, ponieważ reszta wyszła na imprezę, a oni zbyli ich, twierdząc, że źle się czują i nie mają ochoty na zabawę. Harry chyba nigdy nie zrozumie, jak mogli im uwierzyć. Kiedy tylko ich przyjaciele opuścili próg mieszkania, oni zaczęli się namiętnie całować i skończyło się na tym, że to on musiał iść. Teraz już wiedział czemu akurat on.

„- Już jest dobrze – mówi, biorąc drżący wdech. – Po prostu to mi się zdarza co jakiś czas, gdy nie ma cię obok. Przy tobie jestem spokojniejszy wiesz? Hmm. Powinienem ci coś powiedzieć… Może najpierw kwestia woreczka? Założę się, że zżera cię ciekawość, co w nim jest. – Uśmiecha się blado. Nagle jego twarz wydaje się jakby starsza. Brakuje mu blasku, ale w oczach czają się iskierki szczęścia. – Otwórz go. Teraz ci pozwalam.”

Harry sięgnął po rzecz, o której mówił Lou. Niepewnie, ale szybko odwiązał wstążkę, po czym wysypał zawartość do lewej dłoni. Jego oczy powiększyły się do rozmiaru pięciozłotówek. To był pierścionek. Właściwie to wyglądało jak obrączka. Obrączka?!

„- Haha. Pewnie wpadłeś w panikę, co? Nie martw się. Nie chciałem cię poprosić o rękę. Przynajmniej jeszcze nie. Ta obrączka ma być obietnicą. Obietnicą na to, iż będę cię strzegł jak anioł stróż. Nigdy nie chciałem widzieć twoich łez, więc proszę, nie płacz. Mówiłem ci to? Wyglądasz brzydko, gdy płaczesz. – Śmieje się cicho, ale wygląda to, jakby próbował zakryć swój ból. – Łzy ci nie pasują. Ty masz twarz tylko do śmiechu. Tego rodzaju śmiechu, gdy odchylasz głowę do tyłu i zaciskasz mocno oczy. Kocham to. Te nagłe napady niepohamowanego śmiechu, gdy ktoś powie coś nieoczekiwanie. Nawet jeśli to nie jest zabawne. I wtedy… Wtedy pokazują ci się dołeczki w policzkach. Je też kocham. To najpiękniejsze dołeczki, jakie kiedykolwiek ktokolwiek miał. Cały czas o nich myślę. O tym jak bardzo chcę je zobaczyć. Dlatego zawsze staram się, jak tylko mogę, by doprowadzić cię do śmiechu. Zawsze udawałem, że to przychodzi mi naturalnie, ale tak naprawdę nie wiesz jak mi było ciężko, byś choć raz się do mnie uśmiechnął. A teraz mam cię dla siebie. Jesteś mój. Zawsze będziesz, ale ja… Muszę cię zostawić. To coś o wiele bardziej złożonego niż myślisz, Harry. Nie mogę ci powiedzieć całości. Tylko fragment. Jeśli będziesz chciał wiedzieć więcej tylko Simon będzie mógł ci zdradzić całą moją historię. Nie jest ona kolorowa. Nie chcę o niej mówić, bo nie mogę, a poniekąd dlatego… Ja.. Boję się, że mnie znienawidzisz po tym, czego się dowiesz. Nie chcę, by to się stało teraz. W momencie, gdy oglądasz to nagranie. Wszystko zaczęło się…

Nagle Louis przestaje mówić. Drzwi za nim otwierają się wolno. Ktoś wchodzi. Szatyn się zrywa i wyłącza kamerę. Ekran znowu jest czarny.”

Harry zastygł w bezruchu. Kto to był? Widział tylko cień, ale wiedział, że to nie mógł być żaden z chłopaków, bo wszyscy byli na imprezie i to nie mógł być on. Kiedy wrócił nie było kamery na wierzchu, a na pewno by ją zauważył, gdyby wszedł w tamtym momencie. Poza tym. Louis leżał na łóżku, gdy z powrotem przekroczył drzwi jego pokoju. Więc to nie mógł być on. Ale… Jak nie on to kto?

„Przez chwilę słychać szmery i pikanie. Po chwili błyska światełko, widać ponownie smukłą twarz. Widać na niej zmęczenie i smutek. To jeden z tych wyrazów twarzy, gdy człowiek zaczyna się zastanawiać. Stawia pytania. Teraz przychodzi czas na odpowiedzi.

- Przepraszam, że nie dokończyłem – mówi, przeczesując palcami włosy. Wzdycha ciężko i siada na łóżku. – To było… niezapowiedziane spotkanie.”

Harry przyjrzał się dokładnie otoczeniu za plecami Lou. Zmarszczył brwi. Nie znał tych jasnozielonych ścian i szerokich okien z białymi firankami. Czyżby to był hotel? Ten sam, w którym on… umarł. Liam wiedziałby. Przecież był tam. Tylko po co? Czemu akurat on? Nagle w głowie Harry’ego pojawiło się mnóstwo pytań.

„- Pewnie chcesz wiedzieć, kto nam… a właściwie mi przeszkodził. Trochę niezręcznie mi o tym mówić. Nie ode mnie powinieneś się tego dowiedzieć, ale… ona.. twoja mama… ona tu była i to poniekąd przez nią podjąłem taką decyzję. Nie mam już odwrotu, wiesz? Przed chwilą wziąłem garść jakiś tabletek- mówi, śmiejąc się gorzko. Podnosi do ust rękę, w której trzyma butelkę z piwem i bierze dość spory łyk.- Może było ich trochę więcej niż garść… - Zastanawia się chwilę, zawieszając wzrok na kamerze. Nic nie mówi. Na parę minut zalega cisza. Nagle wstaje i kuca przed kamerą, po czym przykłada do niej kciuka, wciąż bacznie wpatrując się w  jeden punkt.”

Harry podniósł głowę tak nagle, jakby go olśniło. To był ich tajny znak. Przełknął głośno ślinę powstrzymując się przed płaczem. Potrząsnął głową i wyciągnął rękę w stronę telewizora. Przyłożył do niego kciuk tak, jak Lou do kamery. To był moment, w którym po raz ostatni mogli się dotknąć. Mogło to nie być prawdziwe, ale Harry czuł, że to jest właściwe. Ta chwila. Ich ostatnia wspólna. Odsunął palec i Louis na ekranie też. Jakby wiedział… Za dobrze go znał.

„Twoja mama była bardzo pomocna i wspierała nas. Chyba jako jedyna. Moja mama nie była zadowolona, gdy dowiedziała się, że jestem gejem, ale nie była wściekła. Twoja natomiast… Harry, kochanie, nawet nie wiesz jakim jesteś szczęściarzem. Jej zależy tylko na twoim dobru. Naprawdę. Nieważne co teraz powiem. – Bierze kolejny oddech, po czym ponownie upija łyk piwa. Jabłkowe. Jego ulubione. – Chodzę do psychologa. A właściwie to chodziłem. Zanim się zeszliśmy… Ja… Ciąłem się. Simon to odkrył i zapisał mnie na wizyty. Na czwartej wizycie tuż po naszej pierwszej nocy dowiedziałem się czegoś. Ten psycholog… Skierował mnie na kilka badań. Rutyna. Okazało się, że mam jakąś chorobę… Nie chcę ci mówić jaką. Może nigdy się tego nie dowiesz. Tak będzie lepiej. Nie przyjąłbyś tego za dobrze. Wiem to. Znam cię lepiej niż ty sam siebie. – Uśmiecha się ciepło. – Jesteś mój. Pamiętaj o tym, ale błagam cię… Nie rujnuj swojej przyszłości. Koncertuj dalej. Śpiewaj. Baw się. Uśmiechaj. Kto wie? Może dołączysz do mnie niedługo? Ale wiesz co? Nie podoba mi się ten pomysł. Masz żyć jak najdłużej. Będziesz żył sto lat albo więcej. Dobrze? Jak Mike Jagger. To jest nieśmiertelny rockman, prawda? – Śmieje się krótko na wspomnienie, które na chwilę wkradło się do jego głowy. Nagle zastyga. Przymyka oczy. Jego wyraz twarzy nie zdradza żadnych emocji.- Chyba to zaczyna działać. Harry… Chyba widzę światełko w tunelu. Czyż to nie ironia losu? Jeszcze nie tak dawno nabijałem się z takich rzeczy… - Otwiera oczy, ale ma nieprzytomny wzrok. – Kocham cię. Jesteś moim idealnym zakończeniem. To ty byłeś siłą, z której nie umiałem czerpać, wiesz? Bałem się z niej czerpać. Jestem przy tobie… Harry, ja tam jestem. Nie zapomnij o mnie. Proszę – szepcze. Po jego policzkach spływa samotna łza. Oddech robi się coraz płytszy. Z ręki wylatuje mu piwo. Butelka rozbija się z hukiem na podłodze. Nagle drzwi się otwierają. Ktoś wbiega do pokoju i próbuje ratować szatyna. Mimo wszystko jest za późno.”

- Liam – wyszeptał, wstając w pośpiechu. Chwiejnym krokiem, jak w amoku, ruszył do pokoju przyjaciela. Wpadł do środka. Nawet nie zapukał. Osunął się na podłogę i zacisnął ręce na puchatym dywanie. – Ty wiedziałeś. Wiedziałeś! On do ciebie zadzwonił albo napisał… Wiedziałeś, co zamierza zrobić i go nie powstrzymałeś!

- To nie tak – powiedział, kucając przed młodszym kolegą z zespołu. Przytulił go mocno. Wiedział, że to nic nie da, ale czuł, iż musi to zrobić. – To kompletna pomyłka. On mi powiedział, co zamierza zrobić, zaraz po tym jak łyknął tabletki. Starałem się jak mogłem, ale nie zdążyłem. Przepraszam. Tak cholernie mi przykro.

- Mnie też, Liam. Kochałem go, a ten dupek mnie opuścił – załkał. – Czemu mi to zrobił? Przecież… Jakoś… Dalibyśmy radę.

- Właśnie dlatego. Nic nie dało się zrobić, a ty miałbyś tylko złudne nadzieje. On chciał tego uniknąć. Harry, damy radę. Razem. Poradzimy sobie.

Chłopiec o szmaragdowych oczach płakał jeszcze przez godzinę. Co najmniej. Obudził wszystkich domowników, którzy zaniepokojeni wstali i przyszli do pokoju Liama, prowadzeni odgłosami płaczu.  Dołączyli się do uścisku. Starali się uspokoić Harry’ego, ale w tamtym momencie nikt nie dał rady. Jedyne o co prosił o Lou. Jego Boo Bear. Najlepszy przyjaciel i jedyna miłość. Ale jakoś musiał żyć. Dla niego. Taka była ostania wola Louis’a.

„Spadając powoli, tonę… Ta słodka melodia. Nucisz ją, a ja idę w stronę światła.”

5 komentarzy:

  1. O Matko popłakałam się to takie smutne... :C

    OdpowiedzUsuń
  2. Nie wiem czy odpowiesz, ale warto zapytać. O co chodzi z tą kołysanką? Widze ją już drugi raz i nie wiem skąd ona się wzięła i co oznacza. Byłabym bardzo wdzięczna gdybyś zaspokoiła moją ciekawość :) Co doopowiadania.. za każdym razem rycze jak małe dziecko * dosłownie xd* jak to czytam, najbardziej przy słowach tej kołysanki pierwsze łzy spływają mi po policzku <3 Lepszego opowiadania nie czytałam ! <3

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Szczerze sama nie wiem o co z kołysanką chodzi, ale też mi się bardzo to opowiadanie podoba. Ktoś ma talent do tego

      Usuń
    2. Dzięki, może uda mi się coś znaleźć na jej temat

      Usuń
  3. bez "najbardziej" * sorki xd

    OdpowiedzUsuń